Obserwatorzy

niedziela, 19 października 2014

Leśne jeziorko

Pamiętacie je? Byłam tam dwa tygodnie temu... dziś, korzystając z pięknej pogody znów je odwiedziłam, miałam nadzieję że drzewa, szczególnie brzozy, zostały pomalowane przez jesień... niestety, to jeszcze nie to...
 Poniżej dla porównania widoczek sprzed dwóch tygodni... właściwie bez zmian:(

Jednak jak już pojechałam to zarzucę Was zdjęciami;)










Zauważyłam coś nietypowego na jednej brzozie...
 ... przyjrzałam się z bliska...
 ... ups, to chyba drzewny duszek;) Widzicie uśmiechniętą buźkę i oczy?




 Nie myślałam ze znajdę jakieś grzybki, ale parę udało mi się przywieźć.

Tego poniżej oczywiście nie zbierałam, podziwiałam jego piękno.

Przy okazji muszę Wam powiedzieć, że w piątek mama mojego ucznia pyta, czy mówiłam w klasie że nie wolno niszczyć grzybów trujących?
- Oczywiście, przecież one są nie tylko ozdobą, ale i pożywieniem dla zwierząt, szczególnie jeleniowatych, które zjadając je pozbywają się pasożytów z organizmu.
Mama na to - niech pani sobie wyobrazi, że byliśmy w lesie i kuzynka zniszczyła muchomora! Szymon najpierw na nią nakrzyczał, a potem popłakał się z bezsilności, że już tego nie naprawi!!!

Cieszę się, że moja nauka nie idzie w las;) Jestem pewna że moi uczniowie wiedzą, że w lesie to my jesteśmy gośćmi i mamy zachowywać się tak jakbyśmy chcieli by goście zachowywali się u nas, czyli nie krzyczeć, ale wsłuchiwać się w przyrodę, nie niszczyć roślin, grzybów, mrowisk itp.



Nie wróciłam z pustym koszyczkiem... przywiozłam parę grzybów, szyszek i cały bukiet liści!



A tu wcześniejsze zbiory...

Miłego, słonecznego i ciepłego  tygodnia Wam życzę:)


sobota, 18 października 2014

Ślubna

Dziś króciutko, szybciutko, bo do zmroku pracowałam w ogrodzie, teraz mam jeszcze do obrania wiadro grzybów...  to sprawka córci hehe, szaleje po lasach, a mama obiera, ale nie, nie narzekam, cieszę się że będzie zapasik na zimę;)

Dostałam zamówienie na karteczkę ślubną, ... powstała w ekspresowym tempie i mam nadzieję że spodobała się zamawiającej, a jeszcze większą, że spodoba się Młodym.





Nie wiem co się dzieje, ale córcia zainstalowała mi nowy program antywirusowy i w przeważającej części blogów nie mogę dodać komentarza??? :(


Spokojnej nocy:) Biorę przykład z tego pracusia i zmykam:)

piątek, 17 października 2014

Mieszkanie dla jeża

Wydaje mi się, że jesienią na drogach ginie więcej jeży niż zwykle.. Może jest to wynikiem ich wzmożonej aktywności w poszukiwaniu pokarmu przed zimą? 
Na szczęście jednego nieboraka udało się uratować... szedł sobie środkiem jezdni i o mały włos nie skończyło się to dla niego tragicznie. Na szczęście Andżela z Damianem znaleźli się we właściwym miejscu o właściwym czasie...

Przywieźli go do domu...


... bo wiedzieli, że jakiś czas temu zbudowałam mieszkanie dla jeża.
Lubię zapraszać do ogrodu różne zwierzątka, no może z wyjątkiem tych pełzających.

Za ogrodem mam warzywnik... jest to teren między łąką i małą rzeczką ... tam, w malinowym zagajniku zbudowałam dom dla jeża. Wgłębienie wyścieliłam liśćmi, słomą i sianem, przykryłam dwoma paletami, z których jedna została obciążona cegłami.


 Wszystko nakryłam chrustem i gałęziami...
 ... a z dwóch stron zrobiłam małe wejścia/wyjścia.
 W pobliżu zgromadziłam więcej siana i liści, by jeż sam zadbał o wyściółkę swojego M1
 Mam nadzieję że będzie mu tu dobrze, a jeśli nie to przynajmniej nie trafi na ulicę.

Ostatnie dni obfitują w deszcz, no i nareszcie pokazały się grzyby. Wyruszyłyśmy więc z córcią do lasu... grzybów dużo, ale ludzi jeszcze więcej!




 Udało się uzbierać 10-cio litrowe wiadro...
 ... dziś rano córcia wybrała się sama i przywiozła pół wiadra.
 Wszystkie już się suszą;) A już się bałam, że w tym roku nie będzie zupy grzybowej.


Pozdrawiam cieplutko:)

poniedziałek, 13 października 2014

Kajtek rozrabiaka

Dawno o nim nie pisałam, ale jakoś nie było okazji go sfotografować. Wczoraj przyjechał na sesję , niestety słoneczka nie było, więc i zdjęcia są jakie są.


Kajtek ani myśli odlecieć do ciepłych krajów, zresztą sam nie dałby rady, za to lata po okolicy i ... gubi się. Najczęściej leci pod DINO. Teraz już, może nie wszyscy ludzie, ale przynajmniej pracownicy wiedzą do kogo dzwonić. Niestety za pierwszym razem ludzie widząc bociana zadzwonili do straży, na policję i Kajtek został aresztowany!!!
Pani Krysia poruszyła niebo i ziemię by go odzyskać, początkowo mundurowi nie chcieli słyszeć o oddaniu, dopiero jak przyprowadzili boćka "na widzenie", a ten podbiegł do właścicielki i wtulił się w nią, stwierdzili że nie mogą ich rozdzielać. Pani Krysia szczęśliwa zabrała go do domu tłumacząc jak dziecku - "Kajtuś, twoja rodzina trafiła do Afryki, a ty się w swojej miejscowości zgubiłeś?!!!"

Na szczęście policjanci nie wiedzieli że bociek ma na sumieniu większe przestępstwo niż spacer przy sklepie, bo by go aresztowali i osadzili w klatce przynajmniej do wiosny!
Pewnego razu na drodze przelotu Kajtka znalazły się druty energetyczne ... pozbawił prądu całą wieś!!! Na szczęście jemu nic się nie stało, otrząsnął pióra i z niewinną minką przysiadł na gnieździe.

Jeszcze kilka razy zdarzało się że poleciał, najczęściej tam gdzie zawsze chodziła jego gospodyni... bardzo często moja córcia jechała na ratunek, łapała go, wsadzała do auta i odwoziła do właścicieli... W końcu stwierdzili że tak (dla jego bezpieczeństwa) nie może być i obcięli mu lotki. Początkowo był zdziwiony że nie może pofrunąć, ... teraz się przyzwyczaił i  przynajmniej nie oddala się już od gospodarstwa.

Kajtek nie fruwa, ale posiada inne talentu i teraz nauczy Was bocianiego tańca...
Postawa - wyprostujcie plecy...
Prawa nóżka do przodu...
Bardziej do przodu - nie ociągać się!
 ... i kolanko do środka...
 ... teraz druga nóżka do tyłu...
... i skłon...
 ... teraz obrót...
 ... i na koniec szpagat... no dobrze półszpagat;)
 I co? Proste?
Spokojnej nocy:)