Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny doniczkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rośliny doniczkowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lutego 2017

Sparks i hippeastrum

Właśnie skończyłam "List w butelce" Nicholasa Sparksa.


To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, pierwsze w formie literackiej, bo oglądałam film oparty na jego powieści - Noce w Rodanthe, który parę dni temu znów był powtarzany.
Wiem że List w butelce również został zekranizowany, na szczęście nie oglądałam. Lubię obejrzeć film po przeczytaniu książki, nigdy wcześniej.
Książka ma 327 stron i nawet na moment ciężko mi było się od niej oderwać. Wspaniała!!! Ciężko mi się skupić, głowę mam jeszcze pełną emocji, zresztą nigdy nie byłam dobra w opisach, wolę konkrety, w każdym bądź razie jestem pod wrażeniem, bardzo mi się podobała, warto po nią sięgnąć.

Jak wspominałam, to moje pierwsze spotkanie ze Sparksem, ale na pewno nie ostatnie! Nie mogę uwierzyć, że mężczyzna może tak pięknie pisać o miłości!!! Może dlatego, że sam ma szczęśliwe życie, piękną żonę, 25 letni staż małżeński, pięcioro dzieci... co prawda dotarłam do wiadomości, że para się rozstaje, ale może to tylko plotki lub chwyt reklamowy.

A teraz inny temat - różnica między hippeastrum a amarylisem;)
Co jakiś czas pokazuję Wam moje hipcie... to mój pieszczotliwy skrót, prawidłowa nazwa to hippeastrum.

Często jest mylony lub utożsamiany z amarylisem, a to dwie różne, choć podobne rośliny. Obie są roślinami cebulowymi, uprawianymi w doniczkach, ale pochodzą z różnych kontynentów, hippeastrum z Ameryki Południowej, amarylis z Afryki. Różnią się też kwiatami i liśćmi - hipeastrum ma większe liście i większe kwiaty, za to amarylis ma ich więcej na jednej łodydze. Dla mnie najbardziej widoczną różnicą, chociaż do sprawdzenia dopiero po przekwitnięciu, jest łodyga, u amarylisa pełna, u hippeastrum pusta.
Moje hipcie długo nie kwitły, mimo że cebule były dużych rozmiarów. W końcu zdenerwowałam się, bo ileż można czekać, podczas wiosennych porządków wyrzuciłam je na taras, w miejsce ocienione, by zastanowić się co dalej. Żal mi jednak każdej roślinki, dlatego  po zakończeniu sezonu, przed jesiennymi przymrozkami, dałam im jeszcze jedną szansę, przesadziłam  w nową ziemię, postawiłam na południowym parapecie i o dziwo zakwitły! Teraz robię tak co roku i kwitną niezawodnie;)
Dziękuję że jesteście, że tu zaglądacie i pozostawiacie przemiłe komentarze:) Pozdrawiam cieplutko:)