Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porady. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2019

Róże i umowy z Energa

Witajcie!
Nareszcie jestem po ostatniej radzie, jeszcze tylko przeprowadzki z jednej sali do drugiej, ale to już mnie tak nie stresuje jak papierzyska, no i będę mogła nareszcie nacieszyć się ogrodem;)


Nacieszyć się ogrodem, czyli wziąć się ostro do pracy, bo chwasty rosną szybciej niż rośliny.

Teraz nastał czas panowania róż i liliowców. O ile liliowce są bezproblemowe to róże wymagają większej troski. Przede wszystkim uwielbiają je mszyce, do tego łapią różne choroby grzybowe. Nie chcę stosować u siebie chemii, ale wszystkie naturalne sposoby są mało skuteczne:(


Dziś chciałam pokazać Wam moje róże, zacznę od najpiękniejszej i co roku obficie kwitnącej, nawet do grudnia.
Bonica



Hokus Pokus

Pozostałe bezimienne...
Ta ma cudowny zapach.






Mam jeszcze 5 innych (w tym trzy nowe: Rhapsody in blue, Uetersener Klosterrose i Chippendale ), które jakoś nie załapały się do zdjęcia, a niestety aparat odmawia już współpracy, czas kupić następny:(

Na koniec pytanie... Czy też dostajecie nowe umowy z Energa??? Czy to normalne czy następna próba nabicia klienta w butelkę??? Czy jeśli się nie zgodzę na "Umowę kompleksową dla klientów" i MEGA ZYSK (już im wierzę!) to pozostaje moja stara umowa z tą firmą???
Nie wiem co się dzieje na tym świecie?! Kiedyś wszystko było normalne, a teraz trzeba się na każdym kroku pilnować, być lekarzem, prawnikiem, księgowym  i Bóg wie kim jeszcze, bo państwo nie potrafi bronić naszych praw, oszukają cię - trudno, po co się dałeś:( Kiedyś podpis był najważniejszy, teraz wystarczy TAK przez telefon:( 

Życzę Wam wytrwania w tym dzisiejszym upale:)


środa, 1 maja 2019

Majowo

Dzisiejszy dzień święciłam tak jak na to zasługiwał - pracą;)
Piękna pogoda, wszechobecny zapach majowych bzów, tawuł i rajskiej jabłoni oraz wieczorny śpiew kosa i pierwsze, jeszcze nieśmiałe rechotanie żab sprawiało, że nie chciało mi się wracać do domu. Jednak spać w ogrodzie się nie da, trzeba było wrócić i tu dopiero problem - jak wejść na piętro kiedy czuje się każdy, nawet najmniejszy mięsień;) No cóż, wiek daje o sobie znać;) Dziwne tylko że w ogrodzie nic mnie nie boli;)

Dziś chciałam Wam pokazać (oprócz ogrodowych zdjęć)  podpatrzony kiedyś  i wielokrotnie  sprawdzony sposób na sadzenie ziemniaków.
Wiadomo że w małych ogródkach z ledwością można wygospodarować miejsce na warzywnik, w którym z kolei chciałoby się mieć wszystko. Od kilku lat jestem już mądrzejsza, sieję czy sadzę mniej, tylko tyle by było na bieżące potrzeby, bo przechować i tak nie mam gdzie, poza tym sieję/sadzę gęściej. Na ziemniaki zawsze było mi szkoda miejsca, a zdarzało się że zapomniałam kupić, albo nie przewidywałam że będą potrzebne, dlatego mimo wszystko chciałam mieć chociaż kilkanaście krzaczków. Kiedyś w internecie wpadłam na sposób sadzenia ziemniaków w workach.
Super sprawa! Worki można ustawiać w różnych miejscach, więc nie zajmują zbyt dużo miejsca, a gdy chcemy ziemniaki do obiadu wystarczy wysypać zawartość worka. Moje ziemniaczki już takie...

W ogrodzie nie używam żadnej chemii. Mogę mieć mniejsze plony, ale ważne że moja rodzina je zdrowo. Zawsze robię kompost, gnojowicę z pokrzyw i mniszka, dbam o dobre sąsiedztwo warzyw, sadzę w różnych miejscach czosnek (np. w marchwi), sieję aksamitki. Poza tym Andżela z Damianem mają kilkanaście kur, więc teraz mam dodatkowo kurzy obornik. O kurach też kiedyś napiszę;) Z polepszaniem jakości gleby nie mam dużego problemu, gorzej z pasożytami roślin. Jednak tu też staram się się stosować jedynie naturalne metody. W ubiegłym roku wyleczyłam modrzew, który został zaatakowany przez wełnowce. Nie pamiętam już proporcji, ale był to wywar z pokrzyw z dodatkiem alkoholu i szarego mydła.

W tym roku pojawiła się mszyca porzeczkowo-czyściecowa...

Biedroneczka nie dała rady pomóc;)

Znów zanurkowałam w internecie, znalazłam oprysk z czosnku. Przygotowałam, opryskałam, za jakiś czas powtórzę, ale już teraz widzę że rośliny są zdrowsze, czyli działa.

Dla zainteresowanych zostawiam prosty przepis:
10 główek czosnku posiekać razem z łupinkami i gotować 20 minut w dwóch litrach wody. Śmierdzi w całym domu, ale coś za coś;) Ostudzić, przecedzić przez gazę czy jakiś inny filtr, rozcieńczyć 10 l wody i opryskiwać. 

Czosnek jest bakteriobójczy, więc można go stosować nawet prewencyjnie.
Ja będę, bo widzę efekty.

Na dziś tyle. Zostawiam jeszcze kilka zdjęć majowego ogrodu.


Widząc na zdjęciu sosnę przypomniałam sobie, że zerwałam i zasypałam jej pędy na syrop. Któregoś roku podawałam przepis, teraz już mi się nie chce szukać, ale na pewno znajdziecie w internecie, kto ma ochotę może zrobić.





Zakończę, jak przystało na maj, następnymi tulipanami papuzimi;)
Pozdrawiam wiosennie i życzę wszystkim szczęśliwcom, którzy mają wolne, wspaniałego wypoczynku i świetnej pogody:)

czwartek, 16 sierpnia 2018

Przymusowy urlop i potrzebuję pomocy

Stary laptop wyzionął ducha, na domiar złego i drukarka ześwirowała, a dla mnie przy tworzeniu kartek jest po prostu niezbędna, bo drukuję zdjęcia, życzenia, napisy, cytaty itp.!!! Kupiłam nowego laptopa, ale jeszcze go nie ogarniam:( Nie lubię zmian, a tu wszystko inne i trzeba nauczyć się obsługiwać :(
Teraz największym dla mnie problemem jest program do obróbki zdjęć: zmniejszanie, podpisy, tworzenie kolaży itp. Dawniej miałam Picasa, ale gdzieś mi się obiło o uszy że już go wycofują. Teraz boję się zrzucić zdjęcia z aparatu, bo nie będę ich nawet umiała zmniejszyć:(

Z jakiego programu korzystacie? Jaki możecie mi polecić?

Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam ciepluteńko:)

sobota, 24 lutego 2018

Kwiaty sobie robię cz.2

Dziś kwiaty z pianki.
Miałam je pokazać wcześniej, ale nie mogłam odnaleźć gdzie je widziałam, a tym samym nie mogłabym podać autorki pomysłu. Wiedziałam że nazywały się jakoś zimowo, wpisywałam "zimowe kwiaty", "śnieżne kwiaty", "zimne kwiaty"... nagle wczoraj trafiłam, to "lodowe kwiaty" hehe.

Kurs na nie znajdziecie TUTAJ, na blogu CraftManii.
Do ich wykonania potrzebna jest pianka zabezpieczająca przed uszkodzeniem, jaką znajdziecie w paczkach.

Ostatnio w mojej rodzinie duże zmiany,  robiliśmy solidne zakupy, kupiliśmy trochę mebli i sprzętów, więc pianki mam pod dostatkiem, żal nie wykorzystać.

Zrobienie kwiatków to już prościzna;) Wystarczy wyciąć kwiaty dziurkaczem, wykrojnikiem lub samodzielnie nożyczkami...

 Następnie składać naprzemiennie ile chcemy warstw. Autorka kursu łączyła je nitem, ja niestety nie mam, dlatego sklejałam. Początkowo użyłam kleju na gorąco, niestety nie sprawdza się, topi piankę. Złapałam więc za klej, który stosuję prawie do wszystkiego, czyli Magik i udało się;)


 Można dodać co tylko zechcecie: tiul, guziki, pręciki, perełki itp.
 Można podkleić liście wycięte z gipiury czy inne.
Fajne, prawda?

Na koniec, by ociepić trochę lodowe klimaty, moja wiosna, oczywiście parapetowa, bo za oknem słonecznie, ale mrozi że hej.


Tak było wczoraj, dziś śnieg, ale cieszę się, bo może ochroni rośliny przed mrozami.

Dziękuję Wam za odwiedziny i komentarze:) Za chwilę uciekam na imprezkę, Filip ma już 8 lat;) Zajrzę do Was w nocy lub jutro.
Pozdrawiam cieplutko:)

piątek, 16 lutego 2018

Następne szydełkowe i dlaczego blokowanie uczy cierpliwości

Witajcie!
Wciąż dziergam te same wzorki, ale podobają się, więc póki mi się nie znudzą będę dziergać dalej.
Ananasowy bieżnik. Jest już w drodze do właścicielki;)


I serwetka, tym razem w beżu, dla córuni.
I w miejscu docelowym...


Szydełkujące osoby wiedzą o co chodzi z tym blokowaniem, ale dla innych jest to nieznane pojęcie, dlatego chciałam choć w skrócie pokazać, dlaczego nikt kto szydełkuje tego nie lubi;)
Każda praca po wyszydełkowaniu wygląda mniej więcej tak...
Uwierzcie mi, że ananasowy bieżnik wygląda o wiele gorzej;) Anetka ma bieliźniarskie skojarzenia i ma rację, bo wygląda jak przeżuty i wypluty biustonosz;) Szkoda że nie zrobiłam zdjęcia, ale może następnym razem;)
Z powyższego względu ważne jest, by po wyszydełkowaniu pracę zblokować, czyli po prostu troszkę usztywnić, np. krochmalem (chociaż nie zawsze jest to konieczne) i rozpiąć by nadać odpowiedni kształt czyli wydobyć jej piękno.
U mnie wygląda to tak, że biorę styropian, rozkładam na nim jakiś biały materiał i na tym delikatnie naciągając przypinam robótkę. Kiedyś robiłam błąd przypinając ją szpileczkami, okazywało się że w paru miejscach były rdzawe plamy. Na szczęście koleżanki blogowe pomogły, zasugerowały igły do iniekcji i od tamtej pory używam tylko ich, chociaż przy okazji zrobiłam sobie wiele zastrzyków i często krew się lała;)
Tak to wygląda...
 Wiem że wiele osób rysuje siatkę, by rozpiąć równomiernie... ja tego nie robię, nie mam cierpliwości. Przypinam środek, a później naprzemiennie z przeciwnych stron, jeśli trzeba jeszcze przesuwam i coś tam wychodzi.
By zblokować ananasowy bieżnik potrzebuję dwóch styropianowych prostokątów i, przeliczyłam, aż 110 igieł! Przy nim najbardziej ćwiczę cierpliwość, wiele razy poprawiam, przesuwam, koryguję, by obie strony wyszły równo.

Mam nadzieję, że osoby które nie zajmują się szydełkowaniem już rozumieją dlaczego tak narzekamy na blokowanie;) Dodam jeszcze że robótki blokujemy tylko po ich zrobieniu, po każdym następnym praniu zachowują kształt, więc wystarczy je tylko, najlepiej wilgotne, przeprasować.

Na koniec pokażę Wam moją małą, parapetową wiosnę. Trzeba sobie jakoś humor poprawiać;)
Dziękuję Wam za odwiedziny i miłe komentarze:)
Pozdrawiam ciepluteńko:)