Lubię, a właściwie lubiłam je dziergać - teraz mam już przesyt. Policzyłam, że zrobiłam do tej pory 30 sztuk. Przed świętami nie nadążałam z dzierganiem, z czego bardzo się cieszę, bo włóczki zakupiłam tyle, że wystarczy na trzydzieści następnych! Raczej nie robię tych samych kolorów, bo nie lubię, poza tym sama nie chciałabym spotkać kogoś w mojej mieścinie w takim samym kolorze... jeśli już powtarzam, to tylko wtedy, gdy wiem że lecą w inny koniec Polski.
Sama je noszę, mimo że nie lubię niczego pod szyją, jednak boa to inna bajka ... po pierwsze leciutkie, mięciutkie,... po drugie ciepłe, przynajmniej na taką pogodę jaką mamy za oknem, ...a po trzecie śliczne, fantazyjne, zalotne! Jak widzicie - same zalety, więc jak ich nie dziergać:)
By Was nie zanudzić pokażę tylko kilka...
Ten, w szarościach, wydziergałam jako drugi czy trzeci... długo czekał, ale był przeznaczony dla
Asi jako prezent świąteczny, więc nie mogłam pokazać.
Takiego ma moja córcia, a drugi nosi córcia Asi
Sylwia ... dziewczyny mieszkają ponad 400 kilometrów od siebie, to i mogą chodzić w jednakowych hehe.
A to już trzecie boa dla mojej
córci ... z jednej strony ma dobrze, bo mamcia wydzierga, ale z drugiej, oglądając włóczki nie może się zdecydować i ograniczyć do jednego, a to jest ból hihi.
Ten kolorek poleciał do
Danusi jako jeden z elementów szybkiej rozdawajki...
A tu pozostałe prezenty z rozdawajki ... zdjęcie pożyczyłam od Danusi:)
No i następne boa, których już nie ma:)
Za oknem prawdziwie późnowiosenna pogoda. Wczoraj, nie do uwierzenia, chodziłam w krótkim rękawku i walczyłam z drewnem!
Rozkwitają pierwiosnki, ... zauważyłam pączki kwiatowe na pigwowcu! Co to będzie? Czy czeka nas rok bez owoców?
Na koniec jeszcze moja gwiazda betlejemska...
Przepraszam że dziś tak chaotycznie, ale mam jeszcze brak kofeiny we krwi i przytłumiony umysł;)
Dziękuję że do mnie wpadacie i zostawiacie miłe słóweczka:) Pozdrawiam Was cieplutko:)