Dobrze, że wcześniej odpoczęłam, bo teraz mam bardzo pracowite dni. Wracam umęczona do domu, ledwo dowlekam się do łazienki ... i najchętniej kładłabym się od razu do łóżka, ale przecież obowiązki domowe nie pozwalają... i tak odwalam po łebkach, trudno - człowiek nie robot! O rękodzielniczeniu w tych warunkach nie ma mowy. Mam jednak drugą pasję - ogród. Ostatnio też jest zaniedbany, ale na szczęście roślinki nie mają głosu i nie mogą narzekać...
Dziś pokażę Wam moje liliowce...
Dawniej uwielbiałam fotografować motylki, teraz nie mam czasu na bieganie za nimi. Tego udało mi się upolować w nadrzecznych chwaściorach... to polowiec szachownica.
Miłego weekendu:)
piątek, 13 lipca 2012
wtorek, 10 lipca 2012
Wakacyjne wojaże
Dziś będzie długi post, bo i wspomnień wiele, z góry przepraszam i proszę o cierpliwość…
Z Gdyni promem Stena Line wyruszyłam na podbój Szwecji. Punktem docelowym było Karlskrone (Korona Karola). Miasto liczy ok. 33 tys. mieszkańców żyjących na 33 wyspach archipelagu Blekinge, na skalistym wybrzeżu Morza Bałtyckiego, z których większość połączono groblami i mostami.
Na wyspie Stumholmen znajduje się Port Marynarki Wojennej... stacjonuje w nim korweta Visby - najnowocześniejszy, niewidzialny dla radarów okręt wojenny, miałam przyjemność widzieć przez chwilkę jej rufę. W/w port wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli będziecie w Kalkskrone polecam do odwiedzenia Marinmuseum. Mnie zwabił tam tunel na dnie Bałtyku, w którym myślałam, że obejrzę podwodny świat Morza Bałtyckiego… niestety, to jeden wielki kicz, ale samo muzeum jest naprawdę warte obejrzenia. Jest w nim pokazana cała historia szwedzkiej Marynarki Wojennej: zdjęcia, mapy, makieta portu, modele okrętów, wyposażenie: torpedy, armaty i co dla mnie najciekawsze – sceny, wraz z odgłosami, życia codziennego na okręcie.
Nic nie trwa wiecznie...w końcu trzeba było pożegnać to urokliwe miejsce...
Rejs do Gdyni trwa całą noc, kajuty są małe, ale bardzo wygodne... nikt jednak nie myśli o śnie ... na promie nie brak atrakcji...
Gdynia powitała nas deszczem...
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na prom i przejazd do Sopotu... pogoda wietrzna, na szczęście deszczyk tylko mżył od czasu do czasu - można było nawdychać się jodu...
W czasie moich wakacyjnych wojaży zwiedziłam Gdańsk, Gdynię,
Sopot i popłynęłam promem do Karlskrone(Szwecja).
W Trójmieście byłam bardzo dawno temu – jako dziecko, na
wycieczce szkolnej, więc bardzo chętnie odświeżyłam wspomnienia. Szkoda tylko,
że tak pobieżnie… każde z tych miast zasługuje na dłuższy pobyt i dokładniejsze
zwiedzanie.
W Gdańsku oczywiście ważnym punktem było odwiedzenie PGE Areny… naprawdę, robi wrażenie. Jestem
Wielkopolanką, więc patriotyzm lokalny nakazuje chwalić stadion w Poznaniu, ale
dla mnie jednak najpiękniejszy jest gdański.
Będąc w Gdańsku nie można nie pospacerować po Starówce,
szczególnie ul. Długą i Długim Targiem,
a także Długim Pobrzeżem – deptakiem ciągnącym się nad Motławą.
W Gdyni przespacerowałam się tylko Aleją Jana Pawła II, a
potem leżałam plackiem na plaży… nawet udało mi się zostawić ręcznik, więc na pewno
wrócę…hehe.
Z Gdyni promem Stena Line wyruszyłam na podbój Szwecji. Punktem docelowym było Karlskrone (Korona Karola). Miasto liczy ok. 33 tys. mieszkańców żyjących na 33 wyspach archipelagu Blekinge, na skalistym wybrzeżu Morza Bałtyckiego, z których większość połączono groblami i mostami.
Na wyspie Stumholmen znajduje się Port Marynarki Wojennej... stacjonuje w nim korweta Visby - najnowocześniejszy, niewidzialny dla radarów okręt wojenny, miałam przyjemność widzieć przez chwilkę jej rufę. W/w port wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli będziecie w Kalkskrone polecam do odwiedzenia Marinmuseum. Mnie zwabił tam tunel na dnie Bałtyku, w którym myślałam, że obejrzę podwodny świat Morza Bałtyckiego… niestety, to jeden wielki kicz, ale samo muzeum jest naprawdę warte obejrzenia. Jest w nim pokazana cała historia szwedzkiej Marynarki Wojennej: zdjęcia, mapy, makieta portu, modele okrętów, wyposażenie: torpedy, armaty i co dla mnie najciekawsze – sceny, wraz z odgłosami, życia codziennego na okręcie.
Centrum miasta położone jest na wyspie Trossö.
Stortorget - rynek miał symbolizować
potęgę kraju zresztą Karlskronę Karol XI zamierzał uczynić stolicą, centralny
plac otoczyć kolumnami i imponującymi budowlami. Nie udało się tego dokonać,
powstało tylko kilka kolumn przy ratuszu, w zachodniej części rynku.
W Karlskrone znajdują się trzy kościoły: Fryderyka z dwiema
barokowymi wieżami (traktuje się go jako punkt orientacyjny dla turystów ),
obok 300-letni kościół Świętej Trójcy i najstarszy XVII wieczny Amiralitetskyrkan
– drewniany kościół, będący do dziś świątynią marynarki wojennej. Nie byłam w
tym ostatnim, ale dwa pierwsze uderzają bardzo surowymi wnętrzami, nie ma
żadnych malowideł, witraży, obrazów… za to myśli się o wygodzie ludzi – są np.
kąciki zabaw dla dzieci. Bardzo mi to odpowiada, nie lubię przepychu w
świątyniach… mieszkam niedaleko Lichenia,
więc wiem co mówię… za każdym razem kiedy tam jestem nie mogę skupić się
na tym co najważniejsze, tylko myślę ile kasy zostało w to wszystko wpompowane.
W ogóle powiem Wam, że bardzo odpowiada mi styl życia w
Kalskrone… Mimo, że to dość duże miasto, życie płynie sennie, leniwie… nie ma
wielkiego ruchu samochodowego, na ulicach każdy uśmiecha się do każdego
pozdrawiając się wzajemnie… człowiek i przyroda są tam na pierwszym planie… i
tak powinno być.
Wracając jeszcze do atrakcji tej części Szwecji –
najbardziej urzekła mnie najstarsza dzielnica – dawniej robotników portowych,
obecnie ludzi zamożnych. Cudowne, kolorowe, drewniane domki, jak się mówi – domki krasnali, nie mogły być
większe, bo powstawały z kawałków drewna, które wychodzący z pracy robotnik
mógł schować pod płaszczem.
Nic nie trwa wiecznie...w końcu trzeba było pożegnać to urokliwe miejsce...
Rejs do Gdyni trwa całą noc, kajuty są małe, ale bardzo wygodne... nikt jednak nie myśli o śnie ... na promie nie brak atrakcji...
Gdynia powitała nas deszczem...
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na prom i przejazd do Sopotu... pogoda wietrzna, na szczęście deszczyk tylko mżył od czasu do czasu - można było nawdychać się jodu...
To była cudowna wycieczka - mnóstwo przeżyć i wrażeń. Powiem Wam, że nie rozumiem ludzi, którzy bardziej preferują zakup następnego ciucha czy nowszego samochodu... przecież co zobaczymy to nasze - tego nikt nam nie odbierze.
Pozdrawiam Was cieplutko i witam moich nowych Obserwatorów... bardzo się cieszę, że chcecie u mnie gościć:)
sobota, 30 czerwca 2012
Wakacyjnie
Jutro wyjeżdżam na parę dni ... już siedzę na walizkach, ale jeszcze pochwalę się filcaczkami jakie ostatnio zrobiłam.
Taką kolorystykę robiłam juz parę razy, ale - klient nasz pan!
Zakwitł mi kaktusik... Kwitł co roku jednym kwiatem, a teraz widzę, że będzie ich jeszcze kilka
Zaczynają rozkwitać pysznogłówki... bardzo lubię te czupurne kwiatki.
godecja
dzielżan
Dziękuję za wszystkie komentarze i życzę słoneczka! Do zobaczenia za tydzień:)
Taką kolorystykę robiłam juz parę razy, ale - klient nasz pan!
Zakwitł mi kaktusik... Kwitł co roku jednym kwiatem, a teraz widzę, że będzie ich jeszcze kilka
Zaczynają rozkwitać pysznogłówki... bardzo lubię te czupurne kwiatki.
godecja
dzielżan
Dziękuję za wszystkie komentarze i życzę słoneczka! Do zobaczenia za tydzień:)
piątek, 29 czerwca 2012
Nareszcie wakacje!!!
Już myślałam, że nie doczekam tego dnia!
W papierzyskowym szale nie miałam czasu zrobić moim dzieciaczkom czegoś fajnego, więc kupiłam drewniane kwiatki, zrobiłam na szybciutko karneciki, do tego słodkość i myślę, że byli zadowoleni...
A teraz troszkę z kącika czytelniczego...
"Tydzień w zimie" - bardzo fajna lektura, nie chce mi się streszczać, więc pokazuję opis z książki...
Tych, którzy kochają się w kryminałach, zachęcam do przeczytania książki Rekosza "Siostrzyczka" - warto.
I tradycyjnie wieści z ogrodu ... tym razem na biało...
dzwonek karpacki
lilie
trzykrotka
Rozkwitło następne hipeastrum
Wszystkim do mnie zaglądającym życzę słoneczka:)
W papierzyskowym szale nie miałam czasu zrobić moim dzieciaczkom czegoś fajnego, więc kupiłam drewniane kwiatki, zrobiłam na szybciutko karneciki, do tego słodkość i myślę, że byli zadowoleni...
A teraz troszkę z kącika czytelniczego...
"Tydzień w zimie" - bardzo fajna lektura, nie chce mi się streszczać, więc pokazuję opis z książki...
Tych, którzy kochają się w kryminałach, zachęcam do przeczytania książki Rekosza "Siostrzyczka" - warto.
I tradycyjnie wieści z ogrodu ... tym razem na biało...
dzwonek karpacki
lilie
trzykrotka
Rozkwitło następne hipeastrum
Wszystkim do mnie zaglądającym życzę słoneczka:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)














