Nie mam nic robótkowego do pokazania, niby wyszywam, ale w tempie kilkadziesiąt krzyżyków na tydzień:( Trochę walczę z chwastami, jednak wiadomo - koniec roku: imprezy szkolne, wycieczki, papiery, rady... odliczam czas do wakacji;)
Nazbierało się trochę zdjęć zwierząt, dlatego dziś post o nich.
Rozpocznę na smutno... Uwaga, drastyczne zdjęcie!
Musiało upłynąć trochę czasu, bym mogła o tym napisać:(
Pamiętacie moje kopciuszątka, było ich pięć...
... cudownie otwierały dzióbki w oczekiwaniu na pokarm.
Pewnego dnia rano, wychodząc do pracy, zobaczyłam taki widok:(
Płakałyśmy z Andżelą jak małe dziewczynki:(
Nie wiem co mogło je skrzywdzić? Koty po pionowej ścianie raczej by się nie dostały, zresztą nie mam swoich, jedynie koty sąsiada. Najbardziej podejrzewam sójkę, ciągle ją widzę i słyszę..., i mimo że ładna, nie lubię jej:( Wiem że w naturze to normalne, ale nie chcę więcej przeżywać takich chwil, nie pozwolę już żadnemu ptaszkowi zrobić w tym miejscu gniazda.
A tu schowana w koronie drzewa, chyba sprawczyni:(
A teraz inny drapieżnik..., kiedyś próbowałyśmy rozpoznać co to takiego.
Zdjęcia kiepskie, bo szybuje daleko nad polami, ale po upierzeniu, szczególnie po ciemniejszym trójkącie na grzbiecie, myślę że to błotniak łąkowy. Co Wy na to?
Przy pracach na warzywniku często podgląda mnie pliszka...
W stawie składają skrzek żaby...
A w ogrodzie na kamieniach i korzeniach wygrzewają się jaszczurki. Zdążyłam się już do nich przyzwyczaić;)
W tym roku jestem dumna ze swojego warzywnika;) Co roku mało że był zarośnięty aż strach, to jeszcze zadeptany, rozgrzebany przez kury, psy itp.. W ubiegłym roku nawet pies sąsiada zerwał się z łańcuchem, przecwałował przez mój warzywnik i czego nie zadeptał to wyrwał łańcuchem i kołkiem:( Zdenerwowałam się, ogrodziłam prowizorycznie siatką leśną, daję radę z odchwaszczaniem, więc mogę się pochwalić;)
W tunelu mam już małe pomidorki i papryczki...
W ogrodzie szaleństwo barw i zapachów, muszę jednak przyznać że chwastów również, no cóż, coś za coś;)
I jeszcze na koniec co przeczytałam...
Tym razem nowa dla mnie autorka, Małgorzata Thiele i "Trzy panie w samochodzie czyli sekta olimpijska". Książka lekka, łatwa i przyjemna, czyli coś, co w tym zabieganym czasie było mi potrzebne.
Pozdrawiam :)