Witajcie!
Miesiące mijają niepostrzeżenie, ani się obejrzałam, a przyszła pora podsumować czerwiec.
Powiem Wam, że miesiąc zaczął się średnio trafionymi lekturami, ale później moje wspaniałe panie bibliotekarki zrobiły zakupy i mogłam cieszyć się najnowszymi wydaniami. Zapraszam, mam nadzieję że znajdziecie coś dla siebie.
Trochę inaczej zaprezentuję Wam co przeczytałam, myślę że taka forma będzie lepsza.
- Nora Roberts –
„Zwierciadło”, 592s., cz.2 cyklu „Zaginione narzeczone”, 5/10 obyczajowa/romans
W maju przeczytałam pierwszą część, ale wygląda na to, że z każdą następną jest gorzej. Zupełnie nie mój klimat. Ciągle duchy, przechodzenie przez lustro. Jest jeszcze trzecia część, ale nie mam zamiaru jej czytać. Lubiłam pióro Nory Roberts, ale tutaj poszła w innym kierunku. Jeśli jednak lubicie fantastykę to może Was zainteresuje.
Wszystkie dotyczą tych samych bohaterów. On – konserwator zabytków, ona – bardzo zdolna architektka krajobrazu. Pierwsze spotkanie – on myśli – wariatka, ona – gbur. Później okazuje się, że mają pracować nad jednym projektem…
Ona zajmuje się bratanicą, on leczy traumę po tragicznej śmierci brata. Jednak czy wszystko jest takie jakie się wydaje?
Jest miłość, ale są też poruszane bardzo ważne i trudne kwestie: śmierć, choroba, odrzucenie, tęsknota, przejęcie firmy itd.
Fajnie się czyta, bo mimo sugerujących tytułów to bardziej obyczajówka niż romans.
Jest koniec 1929 roku. Gdański
przestępca Adam Jabłoński wraca do miasta po dwunastu latach nieobecności. Tu
jego drogi krzyżują się z Adelą Kramer, która ledwie wiąże koniec z końcem,
opiekując się niewidomą matką i dużo młodszą siostrą, a w dodatku musi spłacić
dług, który zaciągnęła przed rokiem.
Adela
zostaje kochanką Adama, za co dostaje zapłatę. Wkrótce jednak uświadamia sobie,
że zaczyna się w nim zakochiwać. Czy człowiek tak zimny jak Jabłoński mógłby
poczuć do niej coś więcej? Dlaczego nie chce mówić o swojej przeszłości i jaki
jest powód jego powrotu do Gdańska?
Fajny pomysł na książkę, ale
fabuła jest monotonna, nie wciąga.
Nie, zupełnie nie moja bajka! Jakieś duchy, diabły, czarne koty, kruki i ropuchy, jednym słowem fantastyka. Nie lubię tego. Dałam aż 5 punktów tylko dlatego, że nie doczytałam dokładnie jaki to typ literatury, więc moja wina. Miałam wypożyczoną też drugą część „Zatracenie”, ale nawet do niej nie zajrzałam, szkoda czasu.
7. Anna Rybakiewicz – „Ostatni z listy”, 424s., 8/10 powieść historyczna
Oparta na prawdziwych
wydarzeniach zrelacjonowanych przez ostatniego z listy – Jerzego Smurzyńskiego.
W 1943 roku, w lesie w Jeziorku, zamordowano 50 mieszkańców Łomży. Na liście
znajdowali się przedstawiciele lokalnej inteligencji i ich rodziny.
Polecam, jak każdą z książek
pani Rybakiewicz, chociaż muszę dodać, że inne np. „Przez trudy do gwiazd”, „Do
końca moich dni”, „Miłość z krwi i kości” czy ta poniżej najbardziej mi się podobały.
W 1943 roku Tadeusz zostaje wywieziony na
roboty przymusowe. Trafia do słynnej szkółki róż, gdzie z niechęcią podejmuje
pracę u niemieckich właścicieli. Wśród nich jest młoda Niemka – Alma Rose.
W 2003 roku umierająca żona wyznaje Tadeuszowi
sekret, który burzy fundamenty jego powojennego życia. To, co przez lata uważał
za prawdę, okazuje się kłamstwem.
Piękna historia. Warto przeczytać
Skomplikowane relacje rodzinne
komplikują się jeszcze bardziej. Jak siostry sobie poradzą? Jakich wyborów
dokonają?
Bardzo fajnie się czyta.
Książka oparta na faktach. Nie
kojarzę, ale ponoć swego czasu głośno było o sprawie zakonnika, który
umiejętnie manipulując ludźmi czerpał swoje korzyści. Autorka twierdzi, że
wygładziła i okroiła prawdziwą historię…, niestety, to wciąż trudna opowieść.
Historia oparta na faktach. Król tanga, jak nazywano
Tadeusza Millera, po wojnie osiadł z żoną w Szczecinie. Jego głos porównywano,
a nawet mylono z głosem Mieczysława Fogga.
W ciągu niespełna roku nagrał 63 piosenki i gdyby los dał mu szansę
moglibyśmy podziwiać jego talent. Niestety, zginął w wypadku mając 32 lata.
Dziękuję autorce, że dzięki Niej mogłam poznać nieznaną mi osobę. Niestety, książka poruszyła we mnie jeszcze niezabliźnioną ranę, bo
prawie w podobnym wieku (33 lata) zmarł mój zięć – Damian. Co prawda nie w
wypadku tylko w szpitalu, ale gdyby nie ich zaniedbanie to żyłby dalej, czyli
podobny szok jakby zginął w wypadku…
W każdym bądź razie książka warta przeczytania.
W maju przeczytałam pierwsze dwie
części, teraz część trzecia i dalsze losy rodzin Poradowskich i Bukowieckich,
jednak tym razem główne role gra młode pokolenie. Szkoda, że znowu trzeba
czekać…
Na zakończenie jeszcze sobie trochę pomarudzę...
Wiecie, że ja od zawsze chłodnolubna, więc upały, które teraz wszystkim przeszkadzają, mnie przeszkadzają podwójnie. Poza tym w jednych rejonach nawałnice i inne kataklizmy, u nas z kolei susza, nie pamiętam kiedy padał deszcz, owoce albo usychają, albo gotują się na krzakach... Jak żyć? Jak przetrwać do zimy?!
By nie zakończyć pesymistycznie, taki widoczek z wiosny...
Trzymajcie się kochani. Pozdrawiam:)

%20320.jpg)
%20424.jpg)