Witajcie!
Przede wszystkim dziękuję w imieniu Andżeli za wszystkie życzenia, a także za pochwały odnośnie tortu:)
Emerytura i koronawirus sprawiły, że niepostrzeżenie odkładają się tu i ówdzie wałeczki tłuszczyku;) Nawet praca w ogrodzie to za mało, dlatego staramy się z córcią, czasem też synową i wnukami, wyruszać rowerami na krótsze(ok 5km) lub dłuższe (15- 20km) wycieczki. Staramy się wybierać spokojne, a zarazem malownicze trasy.
Zdjęcia nie są takie jakbym chciała, ale najczęściej robię je w trakcie jazdy, bo inaczej wciąż musiałabym przystawać, a to bez sensu.
Pierwsza wycieczka - wyprawa po jaskółcze ziele, które ma liczne właściwości lecznicze. Byłyśmy też nad leśnym wodopojem.
Parę roślinek jaskółczego ziela (glistnika) posadziłam w moim dzikim zakątku, może urosną, pozostałe suszę.
Druga wycieczka już z tych dłuższych.
Co jakiś czas pokazuję las widoczny z mojego okna, tym razem odwrotna perspektywa... gdzieś tam jest mój domek;)
Jedziemy przez las, wiadukt, wioski, podziwiamy przydrożną roślinność.
Mijamy zniszczony dworek. Niestety, jest kilka takich na naszych terenach:(
Jedziemy dalej, podziwiając przydrożne kapliczki...
Wracając przekraczamy tę samą linię kolejową jaką widziałyśmy z wiaduktu, tylko wiele kilometrów dalej.
Celem trzeciej wycieczki była wioska i mój dom z dzieciństwa. Chciałam pokazać synowej i wnukom (bo Andżelika widziała już wcześniej) miejsce gdzie się wychowałam, jak daleko miałam do szkoły, do której nikt mnie nie podwoził;) Wycieczka miała ok. 15 km. Podziwiam Filipa, który na mniejszym rowerze niż nasze, dał radę. Brawo!
Niestety nie włożyłam karty pamięci do aparatu, dlatego zrobiłam tylko kilka zdjęć komórką.
Trochę niepotrzebnie wybrałam skrót części trasy przez las. Niestety, po wcześniejszym deszczu drogi były okropne i skrót okazał się najtrudniejszym odcinkiem:(
Później jechaliśmy już drogami asfaltowymi, ale wciąż pod górkę, więc nawet nie próbowałam robić zdjęć;)
W swojej rodzinnej wiosce byłam tak zaaferowana podziwianiem tego co się zmieniło, że nie zrobiłam żadnego zdjęcia:( Zresztą cała wioska to takie moje Bullerbyn, kiedyś pięć domów, teraz trzy;)
Na koniec pokażę tylko kościółek, w którym byłam ochrzczona i przystępowałam do I Komunii Świętej.
Na dziś tyle. Następny post będzie już robótkowy.
Dziękuję Wam za odwiedziny i wszystkie komentarze:) Pozdrawiam cieplutko:)