Wiecie że mój Filip uwielbia ciekawe czapy i ciągle wybiera nowy wzorek;) Robiłam już strażaka, pilota, rycerza... teraz wybrał sobie spidermana... nie bardzo miałam czas, a On ciągle dopytywał, nie było wyjścia, przed świętami przysiadłam i...
Do kompletu powstał baktus...
... niestety okazał się za długi, dlatego od razu sprułam, zrobiłam następny krótszy i z podwójnej nitki.
Właściciel zadowolony, a to najważniejsze:)
Za oknem od pierwszego dnia świąt delikatny śnieżek i dwucyfrowy mróz :(
W karmniku tłok, ale o tym w następnym poście;)
Miłego niedzielnego odpoczynku:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czapka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 28 grudnia 2014
czwartek, 28 sierpnia 2014
Pilot Filip
.... no i kto ze mną poleci???
Nareszcie mogę pokazać czapkę na właścicielu;)
Bardzo mu się podobała, pozował do zdjęć robiąc śmieszne miny hehe, ale to żywe sreberko i nie zawsze aparat za nim nadążał;)
Widzę, że ostatni rząd mógłby być węższy, bez problemu mogłabym poprawić, ale nie ma szans hehe, Filip czapki nie odda;)
Oj jak to cieszy, gdy nasz wytwór podoba się właścicielowi!
Pochwalę się jeszcze moimi biedronkowymi zakupami...
... i prezentem jaki dostałam od Coricamo...
Co prawda już zdążyłam wcześniej kupić gazetkę, teraz mam dwie, ale nie ma problemu, pomyślę kiedyś o candy i jeden prezencik już będzie... a naprawdę warto ją mieć, bo jest tu i coś dla szyjących, i zajmujących się haftem, i biżuterią, czyli dla każdego coś dobrego;) Mnie zachwyciły espadryle..., może pokuszę się kiedyś o ich stworzenie.
Na razie niestety nie mam czasu... sierpień to czas przeprowadzek, przygotowywania sal, dokumentów, rad pedagogicznych, spotkań w zespołach, no i od poniedziałku "Witaj szkoło":)
Mam nadzieję że wybaczycie mi moją mniejszą aktywność u Was, będę się starała, ale nie wiem co z tych starań wyniknie;)
Witam cieplutko wśród moich obserwatorów Edytkę Ratyńską, cieszę się że do mnie zajrzałaś i pozostałaś:)
Dziękuję Wam za cudowne komentarze odnośnie czapki, szkoda że nie widzicie jak rosnę z dumy:)
Pozdrawiam cieplutko:)
Nareszcie mogę pokazać czapkę na właścicielu;)
Bardzo mu się podobała, pozował do zdjęć robiąc śmieszne miny hehe, ale to żywe sreberko i nie zawsze aparat za nim nadążał;)
Widzę, że ostatni rząd mógłby być węższy, bez problemu mogłabym poprawić, ale nie ma szans hehe, Filip czapki nie odda;)
Oj jak to cieszy, gdy nasz wytwór podoba się właścicielowi!
Pochwalę się jeszcze moimi biedronkowymi zakupami...
... i prezentem jaki dostałam od Coricamo...
Co prawda już zdążyłam wcześniej kupić gazetkę, teraz mam dwie, ale nie ma problemu, pomyślę kiedyś o candy i jeden prezencik już będzie... a naprawdę warto ją mieć, bo jest tu i coś dla szyjących, i zajmujących się haftem, i biżuterią, czyli dla każdego coś dobrego;) Mnie zachwyciły espadryle..., może pokuszę się kiedyś o ich stworzenie.
Na razie niestety nie mam czasu... sierpień to czas przeprowadzek, przygotowywania sal, dokumentów, rad pedagogicznych, spotkań w zespołach, no i od poniedziałku "Witaj szkoło":)
Mam nadzieję że wybaczycie mi moją mniejszą aktywność u Was, będę się starała, ale nie wiem co z tych starań wyniknie;)
Witam cieplutko wśród moich obserwatorów Edytkę Ratyńską, cieszę się że do mnie zajrzałaś i pozostałaś:)
Dziękuję Wam za cudowne komentarze odnośnie czapki, szkoda że nie widzicie jak rosnę z dumy:)
Pozdrawiam cieplutko:)
wtorek, 26 sierpnia 2014
Czapka pilotka
Zimą obiecałam Filipowi czapkę pilotkę... hmmm, miałam nadzieję że zapomniał, ale niestety, dzieci mają świetną pamięć. Kilka dni temu pyta czy już mu zrobiłam.... i tu moja konsternacja, bo w temacie czapki zrobione miałam tylko wełenkowe zakupy hehe.
Złapałam za szydełko i proszę...
Czapka jest a nie ma Filipa... musiałam szukać innego modela...
Mam nadzieję, że niedługo przyjedzie i będę mogła zrobić zdjęcie na właścicielu;)
Chciałam, by to była czapka zimowa, dlatego robiłam ją półsłupkami nawijanymi, podwójną nitką cieniowanej włóczki Mimoza Multi(100% akryl), szydełkiem nr 5,5
To druga czapka dla Filipa, wcześniej(chyba pamiętacie), pokazywałam TU zrobiłam rycerza
Teraz biorę się za inną, tym razem jesienną, a zanim powstanie, to zapraszam do jesiennego ogrodu:)
Dziękuję Wam za przemiłe komentarze, a także za głosy na niebieską fotkę.. konkurencja duża, na wygraną nie ma szans, ale zabawa przednia:)
Pozdrawiam cieplutko:)
Złapałam za szydełko i proszę...
Mam nadzieję, że niedługo przyjedzie i będę mogła zrobić zdjęcie na właścicielu;)
Chciałam, by to była czapka zimowa, dlatego robiłam ją półsłupkami nawijanymi, podwójną nitką cieniowanej włóczki Mimoza Multi(100% akryl), szydełkiem nr 5,5
To druga czapka dla Filipa, wcześniej(chyba pamiętacie), pokazywałam TU zrobiłam rycerza
Teraz biorę się za inną, tym razem jesienną, a zanim powstanie, to zapraszam do jesiennego ogrodu:)
Dziękuję Wam za przemiłe komentarze, a także za głosy na niebieską fotkę.. konkurencja duża, na wygraną nie ma szans, ale zabawa przednia:)
Pozdrawiam cieplutko:)
sobota, 15 lutego 2014
Czapka - hełm rycerza
Zachwyciłam się kiedyś u ASI taką cudną czapeczką, później zobaczyłam podobną na blogu 2owieczki, a że mam znajomego małego rycerza, po prostu musiałam ją wydziergać.
Nawet nie policzę ile razy prułam, zmieniałam, kombinowałam - najważniejsze że jest! Wiem że nieudolna, że mistrzynie szydełka jak ją zobaczą to złapią się za głowę hehe, ale mały rycerz jest przeszczęśliwy... i to dla mnie najważniejsze:)
Większym wyzwaniem niż zrobienie czapki, było sfotografowanie w niej jej właściciela... hihi... no cóż - nie lubi pozować, a poza tym to żywe srebro, nie ustoi w miejscu:)
Ja jestem dumna, właściciel szczęśliwy, czyli warto było:)
Miłego dnia:)
Nawet nie policzę ile razy prułam, zmieniałam, kombinowałam - najważniejsze że jest! Wiem że nieudolna, że mistrzynie szydełka jak ją zobaczą to złapią się za głowę hehe, ale mały rycerz jest przeszczęśliwy... i to dla mnie najważniejsze:)
Większym wyzwaniem niż zrobienie czapki, było sfotografowanie w niej jej właściciela... hihi... no cóż - nie lubi pozować, a poza tym to żywe srebro, nie ustoi w miejscu:)
Miłego dnia:)
czwartek, 29 listopada 2012
Mam doła...
... i to bardzo dużego!
Jakoś tak ostatnio mam same złe dni. Zaczęło się od pechowej przesyłki(pisałam o tym w poście "Totalna porażka"), która nie dotarła do tej pory ani do adresata, ani do mnie. Potem było mnóstwo mniejszych i większych zawirowań ... określę je mianem prywatnych, o nich oczywiście nie będę pisała. Jednak dzisiejsze zdarzenie opiszę, bo mam już dosyć tych wszystkich oszustw, przekrętów i nabijania klientów w butelkę!!!
W czerwcu 2011r wzięłam córce w mixplusie aparat komórkowy NOKIA X3-02. Nie śpię na pieniądzach, więc zgodziłam się na wpłatę prawie 200zł i 52 doładowania po 30zł. Zawsze uważałam, że Nokia to dobra firma... niestety, już po pół roku(w styczniu 2012) aparat trafił do serwisu - nie działał ekran dotykowy. W lutym poszedł do serwisu dwa razy - ta sama przyczyna. Wytrzymał do listopada (chociaż już w międzyczasie nie robił zdjęć) z tą sama usterką - nie działał ekran dotykowy, czyli czwarty raz!!!... Jakoś dwa dni temu otrzymałam wiadomość, że mam się zgłosić po aparat..., ponieważ muszę jechać do oddziału Plusa ponad 20km pojechałam dziś... jakież było moje zdziwienie, gdy otrzymałam uszkodzony aparat z informacją " W dostarczonym urządzeniu stwierdziliśmy uszkodzenie płyty głównej związane z ingerencją cieczy. Informujemy, że zgodnie z powyższym i na podstawie procedur producenta sprzętu, gwarancja na urządzenie jest nieważna" Oczywiście mogę się odwołać, ale czy jest sens? Aparat zamiast do lokalnego serwisu trafi do głównego, gdy podtrzymają w/w decyzję zostanę obciążona kosztami transportu i ekspertyzy, a jak udowodnię, że nie został zalany?!, bo nie został!!! Córka jest mądrą i zrównoważoną dziewczyną, dba o swoje rzeczy, nawet na mnie krzyczy jak gdzieś zobaczy ryskę, ... już prędzej syn mógłby coś takiego odstawić, ale nie ona, ... zresztą jak sami widzicie z aparatem były problemy od początku. Pan w Plusie mówi, że nawet nie musiało to być zalanie, wystarczy że rozmawiała w czasie deszczu, wilgotnej pogody itp.... przepraszam, a gdzie pisze, że aparatem komórkowym należy się posługiwać tylko w domowych... nie, nawet nie domowych, bo może kurz itd., najlepiej laboratoryjnych warunkach???!!! A może producenci powinni pomyśleć nad zainstalowaniem do aparatu czegoś przeciwdeszczowego, typu daszek, parasol, deszczówka???!!! Jestem załamana, córce oddałam swój aparat( przecież jest na studiach, z daleka od domu, więc jej potrzebny), sama wzięłam jakąś staroć, a ten na złom!!! W spadku zostały mi jeszcze 34 doładowania! Na szczęście nie produkują już tego szajsu, jednak przerażona jestem tym, że obecnie chyba prawie wszystkie, albo wszystkie aparaty mają dotykowe ekrany... Pierwsze komórki, mimo że "cegły", były tysiąckrotnie bardziej wytrzymałe niż obecne!!!!!!!!!!!!!!
Właściwie to nie wiem po co są gwarancje?! Kiedyś syn kupił buty, niby z dobrej firmy... prawie od razu się rozkleiły - oddał na gwarancji i otrzymał informację "Gwarancja nie obejmuje takich uszkodzeń, ponieważ buty były użytkowane niezgodnie z przeznaczeniem! Kurcze, nie doczytaliśmy - może one były do fruwania?!!!!!
Ufff... trochę się wyżaliłam, ale wcale mi nie ulżyło! Nie wiem jak wy, ale ja nie mam poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości w naszym państwie... "duży" może wszystko, a mały, szary człowiek jest nikim! ... i można by tu mnożyć przykłady.
Przepraszam, że zarzuciłam Was moimi żalami :) By nie kończyć w takim smutnym nastroju pokażę ostatnią moją pracę - czapucha...nazywam ją studencka hehe, bo moja córcia nosi tylko ten fason. Tym razem jednak nie dla Niej... zaraz wstawię TU
Przez te ciężkie, dołujące dni jakoś ciężko mi idzie z robótkami, coś tam jednak robię... niestety wiele rzeczy nie mogę pokazać, bo albo na prezenty, albo wymianki... zresztą chyba Wy też tak macie.
Buziaczki dla wszystkich tu zaglądających i komentujących:):):)
Jakoś tak ostatnio mam same złe dni. Zaczęło się od pechowej przesyłki(pisałam o tym w poście "Totalna porażka"), która nie dotarła do tej pory ani do adresata, ani do mnie. Potem było mnóstwo mniejszych i większych zawirowań ... określę je mianem prywatnych, o nich oczywiście nie będę pisała. Jednak dzisiejsze zdarzenie opiszę, bo mam już dosyć tych wszystkich oszustw, przekrętów i nabijania klientów w butelkę!!!
W czerwcu 2011r wzięłam córce w mixplusie aparat komórkowy NOKIA X3-02. Nie śpię na pieniądzach, więc zgodziłam się na wpłatę prawie 200zł i 52 doładowania po 30zł. Zawsze uważałam, że Nokia to dobra firma... niestety, już po pół roku(w styczniu 2012) aparat trafił do serwisu - nie działał ekran dotykowy. W lutym poszedł do serwisu dwa razy - ta sama przyczyna. Wytrzymał do listopada (chociaż już w międzyczasie nie robił zdjęć) z tą sama usterką - nie działał ekran dotykowy, czyli czwarty raz!!!... Jakoś dwa dni temu otrzymałam wiadomość, że mam się zgłosić po aparat..., ponieważ muszę jechać do oddziału Plusa ponad 20km pojechałam dziś... jakież było moje zdziwienie, gdy otrzymałam uszkodzony aparat z informacją " W dostarczonym urządzeniu stwierdziliśmy uszkodzenie płyty głównej związane z ingerencją cieczy. Informujemy, że zgodnie z powyższym i na podstawie procedur producenta sprzętu, gwarancja na urządzenie jest nieważna" Oczywiście mogę się odwołać, ale czy jest sens? Aparat zamiast do lokalnego serwisu trafi do głównego, gdy podtrzymają w/w decyzję zostanę obciążona kosztami transportu i ekspertyzy, a jak udowodnię, że nie został zalany?!, bo nie został!!! Córka jest mądrą i zrównoważoną dziewczyną, dba o swoje rzeczy, nawet na mnie krzyczy jak gdzieś zobaczy ryskę, ... już prędzej syn mógłby coś takiego odstawić, ale nie ona, ... zresztą jak sami widzicie z aparatem były problemy od początku. Pan w Plusie mówi, że nawet nie musiało to być zalanie, wystarczy że rozmawiała w czasie deszczu, wilgotnej pogody itp.... przepraszam, a gdzie pisze, że aparatem komórkowym należy się posługiwać tylko w domowych... nie, nawet nie domowych, bo może kurz itd., najlepiej laboratoryjnych warunkach???!!! A może producenci powinni pomyśleć nad zainstalowaniem do aparatu czegoś przeciwdeszczowego, typu daszek, parasol, deszczówka???!!! Jestem załamana, córce oddałam swój aparat( przecież jest na studiach, z daleka od domu, więc jej potrzebny), sama wzięłam jakąś staroć, a ten na złom!!! W spadku zostały mi jeszcze 34 doładowania! Na szczęście nie produkują już tego szajsu, jednak przerażona jestem tym, że obecnie chyba prawie wszystkie, albo wszystkie aparaty mają dotykowe ekrany... Pierwsze komórki, mimo że "cegły", były tysiąckrotnie bardziej wytrzymałe niż obecne!!!!!!!!!!!!!!
Właściwie to nie wiem po co są gwarancje?! Kiedyś syn kupił buty, niby z dobrej firmy... prawie od razu się rozkleiły - oddał na gwarancji i otrzymał informację "Gwarancja nie obejmuje takich uszkodzeń, ponieważ buty były użytkowane niezgodnie z przeznaczeniem! Kurcze, nie doczytaliśmy - może one były do fruwania?!!!!!
Ufff... trochę się wyżaliłam, ale wcale mi nie ulżyło! Nie wiem jak wy, ale ja nie mam poczucia bezpieczeństwa i sprawiedliwości w naszym państwie... "duży" może wszystko, a mały, szary człowiek jest nikim! ... i można by tu mnożyć przykłady.
Przepraszam, że zarzuciłam Was moimi żalami :) By nie kończyć w takim smutnym nastroju pokażę ostatnią moją pracę - czapucha...nazywam ją studencka hehe, bo moja córcia nosi tylko ten fason. Tym razem jednak nie dla Niej... zaraz wstawię TU
Przez te ciężkie, dołujące dni jakoś ciężko mi idzie z robótkami, coś tam jednak robię... niestety wiele rzeczy nie mogę pokazać, bo albo na prezenty, albo wymianki... zresztą chyba Wy też tak macie.
Buziaczki dla wszystkich tu zaglądających i komentujących:):):)
niedziela, 11 listopada 2012
Następna czapeczka...
... oczywiście dla córci. Cieszę się, że podoba jej się tylko jeden fason - przynajmniej ten mam już opanowany...hehe.
Z braku blond główki za model posłużył balonik, zresztą też blondi...hihi.
Dziergnęłam też mitenki... i czapka i mitenki powstały jako komplet do otulacza zrobionego już jakiś czas temu. Niestety aparat nie oddał koloru czapki, ale wierzcie mi, że jest taki sam jak w otulaczu.
Jak zwykle, robię wiele rzeczy na raz - najwięcej czasu poświęcam wyszywaniu, ale i druty też będą się grzały. Zadbałam o córcię, teraz muszę zadbać o syna - zrobię mu czapkę, no i myślę, że jakiś szal, może baktus... ale najpierw zaczęłam dziergać dla koleżanki... chciała mieć szal szeroki na 70-80cm i długi na dwa metry, więc trochę czasu mi to zajmie ... najważniejsze, że jest początek ... następna odsłona będzie dopiero po zakończeniu robótki.
Listopad, w tym roku, nawet mi się podoba - temperatury na plusie, słoneczko, czasem tylko przelotnie popada - oby taka pogoda utrzymała się jak najdłużej - tego Wam i sobie życzę:)
Z braku blond główki za model posłużył balonik, zresztą też blondi...hihi.
Dziergnęłam też mitenki... i czapka i mitenki powstały jako komplet do otulacza zrobionego już jakiś czas temu. Niestety aparat nie oddał koloru czapki, ale wierzcie mi, że jest taki sam jak w otulaczu.
Jak zwykle, robię wiele rzeczy na raz - najwięcej czasu poświęcam wyszywaniu, ale i druty też będą się grzały. Zadbałam o córcię, teraz muszę zadbać o syna - zrobię mu czapkę, no i myślę, że jakiś szal, może baktus... ale najpierw zaczęłam dziergać dla koleżanki... chciała mieć szal szeroki na 70-80cm i długi na dwa metry, więc trochę czasu mi to zajmie ... najważniejsze, że jest początek ... następna odsłona będzie dopiero po zakończeniu robótki.
Listopad, w tym roku, nawet mi się podoba - temperatury na plusie, słoneczko, czasem tylko przelotnie popada - oby taka pogoda utrzymała się jak najdłużej - tego Wam i sobie życzę:)
niedziela, 4 listopada 2012
Wymęczona czapucha
Zrobiłam sobie urlopik od kompa... Na długi weekend przyjechała córcia, więc jak każda mama, zajęłam się dopieszczaniem ...
Chciałam też wzbogacić jej zimową garderobę, coby nie marzła w wielkim mieście... zrobiłam parę mitenek, otulacz i komin wydziergałam wcześniej, pozostała jeszcze tylko czapucha... Pytałam już wcześniej jaką by chciała, ale nie mogła się zdecydować na żaden fason... nic jej się nie podobało... nie wiem za kim to takie wybredne?
W końcu stwierdziła, że chce coś takiego jak ma kuzynka... przyniosła czapkę na wzór, ... no i wpadłam w panikę!!! Czapka była robiona maszynowo, wzorek ażurowy, czyli trzeba chwycić za druty, a ja - muszę się przyznać bez bicia, że na drutach to tylko oczko prawe, oczko lewe, no i parę podstawowych splotów, dlatego czekało mnie nie lada wyzwanie.
Pierwsza czapka okazała się w rozmiarze niemowlęcym (próbowałam ją rozciągać na wszystkie strony...hihi, ale nie dała się)... nie załamałam się, zaczęłam drugą, potem trzecią, czwartą i dopiero za piątym razem wyszło to co miało wyjść. Najważniejsze, że czapka została zaakceptowana ... uff.
Mam nawet zrobić kilka następnych w innych kolorach, ale nie teraz - muszę trochę odpocząć po tych czapkowych emocjach!
Nie przyglądajcie się tak dokładnie, miejcie na względzie, że to mój pierwszy raz:)
Córcia została dostatecznie dopieszczona, jutro wyjeżdża, ale dziś przyjechał syn, no i dopieszczanie zacznie się od nowa...
Przywiózł wszystkim prezenty - oto moje...
Uprzedzam, że puszki są puste - syn wie, że jestem chomik i lubię takie duperelcie...
Beczułka z kawą jest pełna, ale nie o zawartość chodziło, tylko o opakowanie.
A to główny pezencior - pistolet! Co prawda mam jeden, ale stary, więc bardzo się cieszę z nowego...
Po raz pierwszy zrobiłam dżemik z dyni . Miałam co prawda inne plany, ale wydrążony miąsz nadawał się tylko na dżem...
... a drążyłyśmy z córą takie paskudy! Pokazuję z opóźnieniem, ale co tam...
Na zakończenie mojego przydługiego posta witam cieplutko mojego nowego Obserwatora - Łukasza. Jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś i postanowiłeś zostać na dłużej:)
A wszystkim do mnie zaglądającym i komentującym przesyłam buziaczki:)
Chciałam też wzbogacić jej zimową garderobę, coby nie marzła w wielkim mieście... zrobiłam parę mitenek, otulacz i komin wydziergałam wcześniej, pozostała jeszcze tylko czapucha... Pytałam już wcześniej jaką by chciała, ale nie mogła się zdecydować na żaden fason... nic jej się nie podobało... nie wiem za kim to takie wybredne?
W końcu stwierdziła, że chce coś takiego jak ma kuzynka... przyniosła czapkę na wzór, ... no i wpadłam w panikę!!! Czapka była robiona maszynowo, wzorek ażurowy, czyli trzeba chwycić za druty, a ja - muszę się przyznać bez bicia, że na drutach to tylko oczko prawe, oczko lewe, no i parę podstawowych splotów, dlatego czekało mnie nie lada wyzwanie.
Pierwsza czapka okazała się w rozmiarze niemowlęcym (próbowałam ją rozciągać na wszystkie strony...hihi, ale nie dała się)... nie załamałam się, zaczęłam drugą, potem trzecią, czwartą i dopiero za piątym razem wyszło to co miało wyjść. Najważniejsze, że czapka została zaakceptowana ... uff.
Mam nawet zrobić kilka następnych w innych kolorach, ale nie teraz - muszę trochę odpocząć po tych czapkowych emocjach!
Nie przyglądajcie się tak dokładnie, miejcie na względzie, że to mój pierwszy raz:)
Córcia została dostatecznie dopieszczona, jutro wyjeżdża, ale dziś przyjechał syn, no i dopieszczanie zacznie się od nowa...
Przywiózł wszystkim prezenty - oto moje...
Uprzedzam, że puszki są puste - syn wie, że jestem chomik i lubię takie duperelcie...
Beczułka z kawą jest pełna, ale nie o zawartość chodziło, tylko o opakowanie.
A to główny pezencior - pistolet! Co prawda mam jeden, ale stary, więc bardzo się cieszę z nowego...
Po raz pierwszy zrobiłam dżemik z dyni . Miałam co prawda inne plany, ale wydrążony miąsz nadawał się tylko na dżem...
... a drążyłyśmy z córą takie paskudy! Pokazuję z opóźnieniem, ale co tam...
A wszystkim do mnie zaglądającym i komentującym przesyłam buziaczki:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
