... oczywiście dla córci. Cieszę się, że podoba jej się tylko jeden fason - przynajmniej ten mam już opanowany...hehe.
Z braku blond główki za model posłużył balonik, zresztą też blondi...hihi.
Dziergnęłam też mitenki... i czapka i mitenki powstały jako komplet do otulacza zrobionego już jakiś czas temu. Niestety aparat nie oddał koloru czapki, ale wierzcie mi, że jest taki sam jak w otulaczu.
Jak zwykle, robię wiele rzeczy na raz - najwięcej czasu poświęcam wyszywaniu, ale i druty też będą się grzały. Zadbałam o córcię, teraz muszę zadbać o syna - zrobię mu czapkę, no i myślę, że jakiś szal, może baktus... ale najpierw zaczęłam dziergać dla koleżanki... chciała mieć szal szeroki na 70-80cm i długi na dwa metry, więc trochę czasu mi to zajmie ... najważniejsze, że jest początek ... następna odsłona będzie dopiero po zakończeniu robótki.
Listopad, w tym roku, nawet mi się podoba - temperatury na plusie, słoneczko, czasem tylko przelotnie popada - oby taka pogoda utrzymała się jak najdłużej - tego Wam i sobie życzę:)
niedziela, 11 listopada 2012
czwartek, 8 listopada 2012
Moja zdolna córcia...
... od czasu do czasu też wyszywa. Najpierw były to mniejsze hafciki, teraz wzięła się za coś poważniejszego i sami zobaczcie ...
Ja z kolei jak już złapałam druty, to dziergnęłam komin... Wystawiłam go na bloga http://niebianskie-swiatlo.blogspot.com/ Włóczka sama w sobie jest bardzo ładna, więc nie wymyślałam żadnych fantazyjnych wzorów ...
W ogrodzie już coraz smutniej, ale nie ma co narzekać, przecież mamy listopad...
Ciepełka Wam życzę:):):)
Ja z kolei jak już złapałam druty, to dziergnęłam komin... Wystawiłam go na bloga http://niebianskie-swiatlo.blogspot.com/ Włóczka sama w sobie jest bardzo ładna, więc nie wymyślałam żadnych fantazyjnych wzorów ...
W ogrodzie już coraz smutniej, ale nie ma co narzekać, przecież mamy listopad...
Ciepełka Wam życzę:):):)
niedziela, 4 listopada 2012
Wymęczona czapucha
Zrobiłam sobie urlopik od kompa... Na długi weekend przyjechała córcia, więc jak każda mama, zajęłam się dopieszczaniem ...
Chciałam też wzbogacić jej zimową garderobę, coby nie marzła w wielkim mieście... zrobiłam parę mitenek, otulacz i komin wydziergałam wcześniej, pozostała jeszcze tylko czapucha... Pytałam już wcześniej jaką by chciała, ale nie mogła się zdecydować na żaden fason... nic jej się nie podobało... nie wiem za kim to takie wybredne?
W końcu stwierdziła, że chce coś takiego jak ma kuzynka... przyniosła czapkę na wzór, ... no i wpadłam w panikę!!! Czapka była robiona maszynowo, wzorek ażurowy, czyli trzeba chwycić za druty, a ja - muszę się przyznać bez bicia, że na drutach to tylko oczko prawe, oczko lewe, no i parę podstawowych splotów, dlatego czekało mnie nie lada wyzwanie.
Pierwsza czapka okazała się w rozmiarze niemowlęcym (próbowałam ją rozciągać na wszystkie strony...hihi, ale nie dała się)... nie załamałam się, zaczęłam drugą, potem trzecią, czwartą i dopiero za piątym razem wyszło to co miało wyjść. Najważniejsze, że czapka została zaakceptowana ... uff.
Mam nawet zrobić kilka następnych w innych kolorach, ale nie teraz - muszę trochę odpocząć po tych czapkowych emocjach!
Nie przyglądajcie się tak dokładnie, miejcie na względzie, że to mój pierwszy raz:)
Córcia została dostatecznie dopieszczona, jutro wyjeżdża, ale dziś przyjechał syn, no i dopieszczanie zacznie się od nowa...
Przywiózł wszystkim prezenty - oto moje...
Uprzedzam, że puszki są puste - syn wie, że jestem chomik i lubię takie duperelcie...
Beczułka z kawą jest pełna, ale nie o zawartość chodziło, tylko o opakowanie.
A to główny pezencior - pistolet! Co prawda mam jeden, ale stary, więc bardzo się cieszę z nowego...
Po raz pierwszy zrobiłam dżemik z dyni . Miałam co prawda inne plany, ale wydrążony miąsz nadawał się tylko na dżem...
... a drążyłyśmy z córą takie paskudy! Pokazuję z opóźnieniem, ale co tam...
Na zakończenie mojego przydługiego posta witam cieplutko mojego nowego Obserwatora - Łukasza. Jest mi bardzo miło, że do mnie zajrzałeś i postanowiłeś zostać na dłużej:)
A wszystkim do mnie zaglądającym i komentującym przesyłam buziaczki:)
Chciałam też wzbogacić jej zimową garderobę, coby nie marzła w wielkim mieście... zrobiłam parę mitenek, otulacz i komin wydziergałam wcześniej, pozostała jeszcze tylko czapucha... Pytałam już wcześniej jaką by chciała, ale nie mogła się zdecydować na żaden fason... nic jej się nie podobało... nie wiem za kim to takie wybredne?
W końcu stwierdziła, że chce coś takiego jak ma kuzynka... przyniosła czapkę na wzór, ... no i wpadłam w panikę!!! Czapka była robiona maszynowo, wzorek ażurowy, czyli trzeba chwycić za druty, a ja - muszę się przyznać bez bicia, że na drutach to tylko oczko prawe, oczko lewe, no i parę podstawowych splotów, dlatego czekało mnie nie lada wyzwanie.
Pierwsza czapka okazała się w rozmiarze niemowlęcym (próbowałam ją rozciągać na wszystkie strony...hihi, ale nie dała się)... nie załamałam się, zaczęłam drugą, potem trzecią, czwartą i dopiero za piątym razem wyszło to co miało wyjść. Najważniejsze, że czapka została zaakceptowana ... uff.
Mam nawet zrobić kilka następnych w innych kolorach, ale nie teraz - muszę trochę odpocząć po tych czapkowych emocjach!
Nie przyglądajcie się tak dokładnie, miejcie na względzie, że to mój pierwszy raz:)
Córcia została dostatecznie dopieszczona, jutro wyjeżdża, ale dziś przyjechał syn, no i dopieszczanie zacznie się od nowa...
Przywiózł wszystkim prezenty - oto moje...
Uprzedzam, że puszki są puste - syn wie, że jestem chomik i lubię takie duperelcie...
Beczułka z kawą jest pełna, ale nie o zawartość chodziło, tylko o opakowanie.
A to główny pezencior - pistolet! Co prawda mam jeden, ale stary, więc bardzo się cieszę z nowego...
Po raz pierwszy zrobiłam dżemik z dyni . Miałam co prawda inne plany, ale wydrążony miąsz nadawał się tylko na dżem...
... a drążyłyśmy z córą takie paskudy! Pokazuję z opóźnieniem, ale co tam...
A wszystkim do mnie zaglądającym i komentującym przesyłam buziaczki:)
poniedziałek, 29 października 2012
Jesienna zima
Czy Polska do tej pory leżała w Afryce? ... i cała infrastruktura, a przede wszystkim służby były dostosowane do tamtego klimatu, a teraz nie potrafią odnaleźć się w warunkach od lat panujących na tej szerokości geograficznej??? Czemu byle jaki opad śniegu paraliżuje wszystko - śliskie drogi, brak prądu, brak Internetu!!! Co roku słyszymy to samo... przecież to dopiero jesień, co będzie zimą???
Ufff... musiałam się wygadać, bo krew mnie zalewa!
Może lepiej skupię się na piękniejszej stronie zimy ... dłuższe wieczory, brak innych rozpraszaczy (u mnie była to praca w ogrodzie do zachodu słońca, a często i po zmroku) sprzyjają rękodzielniczeniu.
Mogę powiedzieć, że oprócz haftu, drutów, szydełka i wielu innych technik rękodzielniczych, zakochałam się ostatnio w papierowej wiklinie. To dopiero moje początki, ale myślę, że ten związek potrwa dłużej...
Widziałam na wielu blogach przygotowania do świąt, ...mogę w końcu powiedzieć, że i ja zaczęłam ...
Korzystając z kursiku, wg mnie Mistrzyni papierowej wikliny - Ani - http://aniainspiruje.blogspot.com/, zaczęłam pleść choinki ... jeszcze są surowe, ale powiem Wam, że takie też mi się podobają...
Zima jesienią jest szokiem dla jeszcze kwitnących roślin, ale przyznajcie, że malowniczo wygląda...
Pozdrawiam cieplutko:):):)
Ufff... musiałam się wygadać, bo krew mnie zalewa!
Może lepiej skupię się na piękniejszej stronie zimy ... dłuższe wieczory, brak innych rozpraszaczy (u mnie była to praca w ogrodzie do zachodu słońca, a często i po zmroku) sprzyjają rękodzielniczeniu.
Mogę powiedzieć, że oprócz haftu, drutów, szydełka i wielu innych technik rękodzielniczych, zakochałam się ostatnio w papierowej wiklinie. To dopiero moje początki, ale myślę, że ten związek potrwa dłużej...
Widziałam na wielu blogach przygotowania do świąt, ...mogę w końcu powiedzieć, że i ja zaczęłam ...
Korzystając z kursiku, wg mnie Mistrzyni papierowej wikliny - Ani - http://aniainspiruje.blogspot.com/, zaczęłam pleść choinki ... jeszcze są surowe, ale powiem Wam, że takie też mi się podobają...
Zima jesienią jest szokiem dla jeszcze kwitnących roślin, ale przyznajcie, że malowniczo wygląda...
Pozdrawiam cieplutko:):):)
niedziela, 21 października 2012
A ja sobie kręcę...
Za oknem mgła jak mleko... mam jednak nadzieję, że przynajmniej od południa będzie piękny, słoneczny dzionek. Ostatnie dni to ciężka praca przy przygotowaniu ogrodu do zimy... wczoraj trochę przesadziłam - dziś boli mnie każda cząsteczka mojego ciała, ale tak to jest, jak chciałoby się zrobić wszystko od razu!
Rękodzielniczę trochę mniej, po prostu po powrocie z ogrodu nie mam już siły... robię jakieś mniejsze rzeczy, np. quillingowe kwiatki, które będą do wykorzystania na kartki... szydełkowe kwiatki - zawsze znajdą do nich jakieś zastosowanie... od czasu do czasu sklejam sobie papierowe tutki ...
... no i popełniłam swój pierwszy wianek z papierowej wikliny.... nie jest to jeszcze mistrzowskie wykonanie, ale cieszę się z niego jak małe dziecko. Na razie jest w stanie surowym, muszę wyruszyć na zakup odpowiednich farb, lakierów, ... teraz wezmę się za choinkę, mam nadzieję, że dam radę. Przy pracach z papierową wikliną korzystam z kursów i porad dwóch Mistrzyń Ani i Kasi . Zobaczcie jakie cuda te dziewczyny tworzą:)
Zapowiadają juz tą drugą część jesieni - szarą, słotną, zimną, dlatego korzystając z ostatnich słonecznych dni, pokażę może ostatnie, kolorowe obrazki z mojego ogródka....
Na początek kaktus, który zakwitł mi po raz drugi w tym sezonie, na dodatek ma jeszcze mnóstwo nowych pączków kwiatowych!
Winobluszcz pięciolistkowy i wierzba - niesamowity zestaw barw!
Jeszcze kwitnie nemezja...
Następne astry...
Irga błyszcząca...
... i jej owoce
Przez duże mrozy i brak śniegu, w czasie ostatniej zimy wymarzło mi wiele roślin, w tym prawie wszystkie chryzantemy... została tylko ta...
Mam ciągle problemy z kompem... mimo odinstalowania programu, o którym wcześniej wspominałam, jeszcze mi się muli... oczywiście jest o niebo lepiej niż było, ale mi o wszystko wejście na następną stronę zajmuje mi 5-10 minut. Już teraz nie wiem czy to wina komputera, czy Internetu? W każdym bądź razie tracę cierpliwość, bo wejścia do Was zajmują mi wiele czasu, ale staram się i będę się starała Was odwiedzać:)
Miłej, słonecznej niedzieli:):):)
Rękodzielniczę trochę mniej, po prostu po powrocie z ogrodu nie mam już siły... robię jakieś mniejsze rzeczy, np. quillingowe kwiatki, które będą do wykorzystania na kartki... szydełkowe kwiatki - zawsze znajdą do nich jakieś zastosowanie... od czasu do czasu sklejam sobie papierowe tutki ...
... no i popełniłam swój pierwszy wianek z papierowej wikliny.... nie jest to jeszcze mistrzowskie wykonanie, ale cieszę się z niego jak małe dziecko. Na razie jest w stanie surowym, muszę wyruszyć na zakup odpowiednich farb, lakierów, ... teraz wezmę się za choinkę, mam nadzieję, że dam radę. Przy pracach z papierową wikliną korzystam z kursów i porad dwóch Mistrzyń Ani i Kasi . Zobaczcie jakie cuda te dziewczyny tworzą:)
Zapowiadają juz tą drugą część jesieni - szarą, słotną, zimną, dlatego korzystając z ostatnich słonecznych dni, pokażę może ostatnie, kolorowe obrazki z mojego ogródka....
Na początek kaktus, który zakwitł mi po raz drugi w tym sezonie, na dodatek ma jeszcze mnóstwo nowych pączków kwiatowych!
Winobluszcz pięciolistkowy i wierzba - niesamowity zestaw barw!
Jeszcze kwitnie nemezja...
Następne astry...
Irga błyszcząca...
... i jej owoce
Przez duże mrozy i brak śniegu, w czasie ostatniej zimy wymarzło mi wiele roślin, w tym prawie wszystkie chryzantemy... została tylko ta...
Mam ciągle problemy z kompem... mimo odinstalowania programu, o którym wcześniej wspominałam, jeszcze mi się muli... oczywiście jest o niebo lepiej niż było, ale mi o wszystko wejście na następną stronę zajmuje mi 5-10 minut. Już teraz nie wiem czy to wina komputera, czy Internetu? W każdym bądź razie tracę cierpliwość, bo wejścia do Was zajmują mi wiele czasu, ale staram się i będę się starała Was odwiedzać:)
Miłej, słonecznej niedzieli:):):)
środa, 17 października 2012
Karteczki, karteczki...
Przez parę dni nie mogłam korzystać z kompa... niestety, muszę to głośno powiedzieć - PRZEZ SWOJĄ GŁUPOTĘ!!! Zachciało mi się ściągnąć program, który (jak myślałam) będzie mi tłumaczył filmiki na youtube ... nie śmiejcie się proszę, już i tak zostałam wystarczająco ukarana! Tak mi zamulił kompa, że jedną stronę otwierał mi godzinę(dosłownie). Postanowiłam go odinstalować... no i tu zaczął się meksyk! Już miałam komputer zawieźć do fachowca, na szczęście córcia telefonicznie, kierując mnie krok po kroku, pomogła... Już nigdy niczego nie będę próbowała instalować!!!
W czasie przymusowej absencji w necie podgoniłam trochę prac ogrodowo-gospodarczych, a i robótek też zaczęło powstawać jakby więcej...
Dziś pochwalę się karteczkami...
Trudno mi się było za to zabrać, ale w końcu skosiłam trawniki, posadziłam cebulowe, trochę wypieliłam, wykopałam warzywa... jeszcze tylko przekopać zagonki, ale ta praca musi poczekać na wenę... na razie
jej nie mam.
Mam zaległości w odwiedzinach, ale postaram się to jak najszybciej nadrobić.
Buziaczki dla Was:)
W czasie przymusowej absencji w necie podgoniłam trochę prac ogrodowo-gospodarczych, a i robótek też zaczęło powstawać jakby więcej...
Dziś pochwalę się karteczkami...
Trudno mi się było za to zabrać, ale w końcu skosiłam trawniki, posadziłam cebulowe, trochę wypieliłam, wykopałam warzywa... jeszcze tylko przekopać zagonki, ale ta praca musi poczekać na wenę... na razie
jej nie mam.
Mam zaległości w odwiedzinach, ale postaram się to jak najszybciej nadrobić.
Buziaczki dla Was:)
sobota, 13 października 2012
Dla małej Pszczółki cz.II
Pamiętacie ponczo, jakie zrobiłam dla małej Pszczółki? No to dziś pokażę jeszcze karteczkę, jaka powstała na Jej drugie urodzinki ... i już chyba wszystko jasne, dlaczego Pszczółka...
A teraz coś z kącika czytelniczego ...
Po Larssonie chciałam przeczytać coś lekkiego i o mniejszych gabarytach... wybrałam taką pozycję ....
Opis brzmiał dość zachęcająco i...
... muszę powiedzieć, że czytało mi się dość fajnie, do momentu, kiedy pojawił się duch zmarłej dziesięć lat wcześniej policjantki... nie lubię takich książek, to nie moje klimaty, ... już miałam odłożyć na półkę, ale nie lubię tego robić, więc przeczytałam do końca i podsumowując powiem - gdyby nie to jedno "ale..." książka fajna.
Buziaczki dla wszystkich tu zaglądających, a jeszcze słodsze całuski dla komentujących:):)
A teraz coś z kącika czytelniczego ...
Po Larssonie chciałam przeczytać coś lekkiego i o mniejszych gabarytach... wybrałam taką pozycję ....
Opis brzmiał dość zachęcająco i...
... muszę powiedzieć, że czytało mi się dość fajnie, do momentu, kiedy pojawił się duch zmarłej dziesięć lat wcześniej policjantki... nie lubię takich książek, to nie moje klimaty, ... już miałam odłożyć na półkę, ale nie lubię tego robić, więc przeczytałam do końca i podsumowując powiem - gdyby nie to jedno "ale..." książka fajna.
Buziaczki dla wszystkich tu zaglądających, a jeszcze słodsze całuski dla komentujących:):)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
