Przeżyłam najcięższy dla mnie okres, czyli kumulację prac przy zakończeniu roku szkolnego (świadectwa opisowe, sprawozdania, analizy, rady itp.) i (to czego bałam się najbardziej) ślub i wesele córci. Jeszcze dzisiaj miałam radę, ale teraz mogę z czystym sumieniem odpoczywać.
Młodzi wybrali sobie najgorszy dla mnie termin, bo dzień po zakończeniu roku szkolnego i ciężko było by mi samej ogarnąć to wszystko, na szczęście wiele obowiązków przejęli Ewelina i Kamil (synowa i syn), a także sami Młodzi.
Najważniejsze sprawy, czyli lokal, zespół, firmę nagrywającą trzeba było załatwić dwa lata wcześniej, suknię ślubną też zamówiliśmy odpowiednio wcześniej.
Następnym krokiem był wybór świadków. Oboje wybrali swoich braci, niestety brat Damiana tydzień przed ślubem trafił do szpitala i musiał zastąpić go ojciec.
Następnie robiłam zaproszenia, które już Wam pokazywałam...
Do tej pory jakoś dawałam radę, ale przed ślubem czas jakby przyspieszył.
Tradycyjnie, w ostatnią sobotę Młodzi mieli wieczór panieński i kawalerski. Oczywiście Andżela z Damianem o niczym nie wiedzieli, mało tego, Andżelika chciała już sama sobie coś zorganizować, ale wszystkie koleżanki w tym czasie miały inne plany hehe.
Organizatorami obu imprez była moja synowa i syn. Oni to wszystko wymyślili, zamówili, przygotowali, dopięli na ostatni guzik.
Koledzy najpierw zabrali Damiana spływ kajakowy, a później na imprezkę.
Z kolei Andżelę jedna z koleżanek wywiozła do SPA, oczywiście wymyślając inny pretekst. Tam miała masaż gorącą czekoladą i peeling kokosowy. Prezent trafiony, bo moja córcia uwielbia czekoladę, żałowała tylko że tyle dobra musiała później spłukać;) W tym czasie Ewelina i pozostałe koleżanki zjawiły się u mnie i przygotowały w ogrodzie hawajską imprezę. Dwie koleżanki są w dość zaawansowanej ciąży, dlatego dziewczyny nie mogły wyjechać gdzieś dalej.
Było mnóstwo gadżetów: lampiony, świece, balony, okulary itp. Dziewczyny wystąpiły w hawajskich naszyjnikach i spódnicach zrobionych (jak wszystko) przez Ewelinę.
A to już krajobraz po... Widać, że imprezka była udana;)
Został ostatni tydzień, w którym przygotowywałam jeszcze zawieszki na alkohol (oczywiście zgodnie z życzeniem córci) i winetki.
Zrobiłam ponad 60 zawieszek, z czego tylko ok. 20 się powtórzyło;) Tutaj też Ewelina pomogła mi z kokardkami, bo ręce już mi opadały.
I winetki...
Pudełko na koperty zrobiła dla nas Asiulka. Niestety nie mam lepszego zdjęcia, mam nadzieję że Asia pokaże u siebie. Asiu, już Ci dziękowałam, ale za takie piękną pracę powinnam to robić wielokrotnie, dlatego jeszcze raz - wielkie dzięki:)
Jeśli jestem już przy prezentach od moich blogowych koleżanek, to już pokazywałam, ale przypomnę tylko, że jakiś czas temu z okazji tej ważnej uroczystości Małgosia przygotowała przepiękny album. Teraz będą mogli go zapełnić. Jeszcze raz Gosiu - buziaczki:)
No i nadszedł ten najważniejszy dzień, ale o nim jutro, bo w jednym poście zabraknie miejsca;)
Pozdrawiam Was cieplutko:) Zdaję sobie sprawę że nie dam rady nadrobić wszystkich zaległości, ale będę się starała.